Wino jak polopiryna

Zawały są dziś medycznym chlebem powszednim, a statystyki w tym zakresie są alarmujące. Generalnie choroby serca i układu krążenia spędzają sen z powiek lekarzom na całym świecie, a zwłaszcza w Europie oraz w Stanach Zjednoczonych. Problemy tego typu mają różne źródła i tak naprawdę zawał stanowi końcowy element łańcucha przyczynowo-skutkowego. Czasy w jakich żyjemy cechują się dużym tempem działań, nagromadzeniem stresów, obaw o stabilne zatrudnienie czy udane życie rodzinne.

W takim klimacie naprawdę nietrudno nabawić się poważnych sercowych problemów. Niewłaściwa dieta bogata w nasycone tłuszcze to też cios dla naszych serc. Jemy niezdrowo, coraz częściej sięgamy po fast-foody, które zaspokajają głód, ale nie dostarczają organizmom cennych składników. Zamiast tego przyczyniają się do epidemii otyłości, która największe rozmiary przybrała w USA, a także w Wielkiej Brytanii.

Im więcej kilogramów, im bardziej otłuszczone serce, tym ciężej pracuje. Choroba wieńcowa, niewydolność serca i zawały są w takim układzie bardzo prawdopodobne, a umieralność nie należy do niskich. Co w takiej sytuacji może dać nam wino? W pewnym sensie jest ono pomocną dłonią jaką dorobek cywilizacji wyciąga w kierunku osób zagrożonych wymienionymi wyżej chorobami. Otóż badania naukowe dowiodły, że w półlitrowej porcji wina czerwonego jest tyle samo salicylanów, co w zalecanej jako przeciwzawałowa dawce polopiryny.

Wynika z tego jasno, że pijąc wino regularnie oddalamy od siebie perspektywę poważnych problemów z sercem. Należy wziąć to pod rozwagę i pić na zdrowie.